auto na mrozie

Są dwie szkoły: jedna mówi, że auto na mrozie najpierw należy rozgrzać, potem dopiero jechać; druga, że auto na mrozie należy uruchomić i od razu jechać. O ile 15-20 lat temu zwolennicy obu teorii mieli za sobą sporo racjonalnych argumentów, o tyle dziś opcja druga (od razu jechać) ma zdecydowaną przewagę.

Silnik samochodu, póki zimny, pracuje na wzbogaconej mieszance paliwowo-powietrznej. Więcej paliwa dawkowanego do komór spalania to więcej paliwa, które zdąży spłynąć po ściankach cylindrów do miski olejowej, rozrzedzając olej – zupełnie jak w dieslu podczas wypalania zawartości filtra cząstek stałych. W naszym i naszego auta interesie jest, by silnik jak najszybciej osiągnął temperaturę roboczą.

Z pewnością niejeden użytkownik nowoczesnego auta (zwłaszcza z niewielkim silnikiem, dotyczy to także silników benzynowych, jednak w szczególności diesli) zauważył, że auto na mrozie, nawet niewielkim, ma słabe ogrzewanie. Dochodzi nawet do tak absurdalnych sytuacji, że podczas jazdy temperatura płynu chłodzącego rośnie, ale gdy stajemy na światłach – natychmiast spada. W przypadku wielu aut to nie usterka – ten typ tak ma! Rzecz w tym, że przy niewielkim obciążeniu (na wolnych obrotach silnik pracuje niemal bez obciążenia) silnik spala niewiele paliwa i produkuje bardzo mało ciepła. Tego ciepła jest za mało nawet do tego, by osiągnąć temperaturę roboczą, tym bardziej jest go za mało, by rozgrzać wnętrze. Odpalając auto na mrozie i czekając, aż silnik się rozgrzeje i rozgrzeje wnętrze auta, możemy spędzić i godzinę na parkingu, a silnik i tak będzie tylko podgrzany, a nie rozgrzany! Im większe wnętrze, tym większy deficyt ciepła.

Przejdźmy do ogrzewania: powinniśmy zadbać nie tylko o siebie, lecz także o auto. Jeśli przednia szyba jest zmrożona, od razu po uruchomieniu silnika przynajmniej część powietrza z nawiewów powinna być skierowana na szybę, by stopniowo ją ogrzewać. Jeśli nagle na zimną szybę skierujemy ciepłe powietrze już po rozgrzaniu silnika, może pęknąć wzdłuż mniej więcej na wysokości wycieraczek! Jeśli chodzi o intensywność nawiewu, to początkowo raczej powinna być niewielka – dla naszego komfortu. Gdy silnik jest już jakkolwiek rozgrzany, intensywność nawiewu można zwiększyć.

Na szczęście silnik spalinowy produkuje przede wszystkim ciepło, choć z naszego punktu widzenia, zwłaszcza gdy używamy auto na mrozie, za mało. Jadąc, możemy w bezpieczny sposób przyspieszyć rozgrzanie silnika i nagrzanie wnętrza. By osiągnąć efekt szybkiego nagrzania silnika, powinniśmy jechać raczej na wysokich, „nieekonomicznych” obrotach – 2,5-4 tys. obr./min., zaś unikać wysokich biegów, jazdy i wciskania gazu na niskich obrotach (poniżej 1,2-2 tys. obr./min.) – wówczas silnik nie tylko będzie rozgrzewał się wolno, lecz także zużywał niepotrzebnie w przyspieszonym tempie z powodu przeciążeń mechanicznych. Owszem, na podwyższonych obrotach silnik więcej spala, ale też znaczna część spalonego paliwa służy wytworzeniu ciepła. Auto na mrozie, a właściwie jego silnik, bardzo nie lubi niskich obrotów i wszelkich przeciążeń. Oczywiście, jadąc benzyniakiem, korzystamy z nieco wyższych obrotów niż podczas jazdy dieslem – unikamy skrajności.

Auto na mrozie rozgrzewa się wolniej, niż nam się wydaje. Temperatura cieczy chłodzącej to jedno, a temperatura oleju – to drugie. Zwłaszcza, jeśli jeździmy na oleju półsyntetycznym lub mineralnym, powinniśmy unikać przeciążeń i skracać czas rozgrzewania samochodu. Rozwiązanie? Ogrzewanie postojowe! Pomoże już najprostsza grzałka podgrzewająca olej, którą zasilamy, podłączając kabel elektryczny od zderzaka do gniazdka na ścianie domu ( koszt od kilkuset zł wraz z montażem). Niezależne ogrzewanie postojowe to znacznie większy wydatek, ale... jeśli ma być ciepło, to czasem jest to jedyne w pełni skuteczne i wydajne rozwiązanie.

 

przeczytaj cały artykuł "Jak bezpiecznie rozgrzewać auto na mrozie?"

Informacje o plikach cookie Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.